czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 6


INFORMACJE :
- Rozdział ponownie dedykuję Caroline Xx Dzięki Kochana,że jesteś
  Rozdział jest opóźnionym prezentem na Mikołajki, nastąpiły małe komplikacje i nie byłam w stanie dodać go wcześniej.
- Ponownie proszę o chociaż jeden komentarz!!!!

-Chwila, chwila. Czyli, że Payne jest prawdopodobnie moim...- ostatnie słowo nie mogło mi przejść przez gardło.
-Bratem..- dopowiedziała Jade - Słuchaj. Wiem,że to dla ciebie szok, ale możesz nam jakoś pomóc to sprawdzić, aby się upewnić? - zapytała - Dla Liam'a...- nie dałam jej dokończyć.
- Nie pomogę wam! Nie licz na to, że to zrobię, kiedy ty ukrywasz przede mną tak ważne rzeczy! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami! - krzyknęłam zdenerwowana, nie zwracając uwagi na to, czy obudzę starych, czy też nie.
- Przecież jesteśmy...- chciała coś dalej powiedzieć, ale ponownie jej przerwałam.
- Nie, na razie robimy przerwę. Nie jestem w stanie ci ufać, po takim czymś. Najlepiej to teraz wyjdź i nie przychodź tu więcej, dopóki cię o to nie poproszę. To samo tyczy się ciebie Horan.- powiedziałam
-Ale...- jęknęła
-Nie ma żadnego ale. Już was tu nie widzę - warknęłam do niej. Chłopak i dziewczyna wyszli ze spuszczonymi głowami ,już nic nie mówiąc. Gdy już opuścili mój dom, podniosłam rękę i wymierzyłam palcem w Becka.
-Nie musisz kończyć. Zrozumiałam...
-A ty co masz na swoją obronę? Tylko nie mów, że nie brałeś w tym udziału, bo głupia nie jestem. Wszyscy mnie okłamaliście, w tym moi starzy. Ciekawa jestem jak oni to wytłumaczą - warknęłam.
- No wiesz, w sumie to nie mam nic na swoją obronę, ale zrozum nas chcieliśmy być pewni, że on na pewno jest twoim...- mruknął trochę niewyraźnie.
-Nie musisz kończyć. Zrozumiałam, o co chodzi. Możesz już iść...- powiedziałam - a i nie przychodzi dopóki sama cię o to nie poproszę,jasne?- przypominało mi się.
Chłopak pokiwał głową i tak, jak wcześniejsza dwójka, opuścił mój dom.
Zrobiło się cicho. Moje emocje powoli opadały. Musiałam wszystko przeanalizować. Po raz kolejny przeczytałam list, ale nic mi to nie dało. Przeczytałam go po raz kolejny i kolejny. I tak chyba ze 12 razy. W końcu się poddałam. Postanowiłam pójść spać. Może jutro coś wymyśle. Swoją drogą ciekawa jestem czego szukali? Przecież jedynie mogą tam być akta urodzenia... Bingo! Akta! Jutro nie idę do szkoły, muszę wszystko przekopać! I z takim zamiarem poszłam się wykąpać.
Zmyłam makijaż, rozebrałam się i weszłam do kabiny. Odkręciłam wodę i pierwsze strumyki ciepłej cieczy zalały moje ciało. Umyłam się dokładnie i wypłukałam z żelu. Postałam jeszcze trochę pod prysznicem. Zakręciłam wodę, a następnie owinęłam się w ręcznik. Wytarłam się dokładnie i nasmarowałam balsamem. Odczekałam chwilę i ubrałam trochę za długą na mnie koszulkę Beck'a i czyste majtki. Zgasiłam światło w łazience i poszłam do sypialni. Położyłam się pod ciepłą pierzyną i przymknęłam oczy. Leżałam tak dopóki nie usnęłam.
***
Kiedy się obudziłam, słońce na niebie było już wysoko. Spojrzałam na zegarek. Była 10.30. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Postanowiłam pójść się ubrać i poszukać mojego dzisiejszego celu. Ruszyłam swoje grube dupsko z wyra i poszłam wybrać dzisiejsze ciuchy. Ubrałam się (klik) i lekko pomalowałam. Zeszłam na dół gdzie było zupełnie cicho, nie licząc ledwo grającego radia, którego jak zwykle mój ojciec zapomniał wyłączyć. Z lodówki wyciągnęłam jogurt pitny. Odkręciłam go i upiłam łyka. Moje myśli skierowały się na temat AKTA.
Gdzie by tu zacząć szukać? Myśl! Hmm.. Może sypialnia i gabinet rodziców! Ruszyłam z powrotem na górę, zadowolona ze swojego toku myślenia. Wsadziłam rękę między liście kwiatka (który stał na korytarzu), w poszukiwaniu klucza od gabinetu mamy i taty. Po chwili już wchodziłam do pokoju, rozglądając się za szafka, od której miałabym zacząć poszukiwania. Mój wzrok powędrował na średniej wielkości serwantkę, gdzie znajdowały się jakieś dokumenty. Napój, który dzierżyłam w ręce, odstawiłam na biurko mojego ojca.
Przez następne dwie godziny grzebałam w tych jebanych papierach, pijąc swój jogurt. Nie znalazłam nic! Rozumiecie nic! To jest po prostu nie możliwe.
 Poddałam się i oparłam o komodę. Poddaje się! 
To nie jest robota dla mnie.  
Gdy już się miałam podnosić, aby wyjść z gabinetu, w oczy rzuciły mi się pewne papiery na biurku matki. Podeszłam i wzięłam je w ręce. Zaczęłam czytać. To co znalazłam, przechodziło moje najśmielsze oczekiwania. To były dokumenty... 




 Za niedługo pojawi się drama time, więc uważajcie.
Do zobaczenia w następnym rozdziale. 
Love you 

xxx



4 komentarze:

  1. Piękny i dziękuje za dedykacje! ♥ Przepraszam, ale nie mogła wcześniej wejść, trochę przygotowań przed urodzinami :) xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Zostałaś/Zostałeś nominowana/nominowany do Liebster Blog Award. Szczegóły tutaj: http://unpredictable-zayn-malik-fanfiction.blogspot.com.tr/2014/12/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Spokojnie ja też dopiero teraz mogłam wejść na bloga, a trochę jużminęło od mojej ostatniej obecności tutaj. Wiem, że powinien się pojawić kolejny rozdział, ale niestety tak nie będzie. :( Trochę czasu minie zanim się pojawi, ale widocznie tak usiało już być. Co do nominacji to postaram się za raz to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana do LA http://eerie-niall-horan-ff.blogspot.com/2015/01/liebster-award.html
    (Nominowałam cię już wcześniej, ale z innego bloga)

    OdpowiedzUsuń