czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 6


INFORMACJE :
- Rozdział ponownie dedykuję Caroline Xx Dzięki Kochana,że jesteś
  Rozdział jest opóźnionym prezentem na Mikołajki, nastąpiły małe komplikacje i nie byłam w stanie dodać go wcześniej.
- Ponownie proszę o chociaż jeden komentarz!!!!

-Chwila, chwila. Czyli, że Payne jest prawdopodobnie moim...- ostatnie słowo nie mogło mi przejść przez gardło.
-Bratem..- dopowiedziała Jade - Słuchaj. Wiem,że to dla ciebie szok, ale możesz nam jakoś pomóc to sprawdzić, aby się upewnić? - zapytała - Dla Liam'a...- nie dałam jej dokończyć.
- Nie pomogę wam! Nie licz na to, że to zrobię, kiedy ty ukrywasz przede mną tak ważne rzeczy! Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami! - krzyknęłam zdenerwowana, nie zwracając uwagi na to, czy obudzę starych, czy też nie.
- Przecież jesteśmy...- chciała coś dalej powiedzieć, ale ponownie jej przerwałam.
- Nie, na razie robimy przerwę. Nie jestem w stanie ci ufać, po takim czymś. Najlepiej to teraz wyjdź i nie przychodź tu więcej, dopóki cię o to nie poproszę. To samo tyczy się ciebie Horan.- powiedziałam
-Ale...- jęknęła
-Nie ma żadnego ale. Już was tu nie widzę - warknęłam do niej. Chłopak i dziewczyna wyszli ze spuszczonymi głowami ,już nic nie mówiąc. Gdy już opuścili mój dom, podniosłam rękę i wymierzyłam palcem w Becka.
-Nie musisz kończyć. Zrozumiałam...
-A ty co masz na swoją obronę? Tylko nie mów, że nie brałeś w tym udziału, bo głupia nie jestem. Wszyscy mnie okłamaliście, w tym moi starzy. Ciekawa jestem jak oni to wytłumaczą - warknęłam.
- No wiesz, w sumie to nie mam nic na swoją obronę, ale zrozum nas chcieliśmy być pewni, że on na pewno jest twoim...- mruknął trochę niewyraźnie.
-Nie musisz kończyć. Zrozumiałam, o co chodzi. Możesz już iść...- powiedziałam - a i nie przychodzi dopóki sama cię o to nie poproszę,jasne?- przypominało mi się.
Chłopak pokiwał głową i tak, jak wcześniejsza dwójka, opuścił mój dom.
Zrobiło się cicho. Moje emocje powoli opadały. Musiałam wszystko przeanalizować. Po raz kolejny przeczytałam list, ale nic mi to nie dało. Przeczytałam go po raz kolejny i kolejny. I tak chyba ze 12 razy. W końcu się poddałam. Postanowiłam pójść spać. Może jutro coś wymyśle. Swoją drogą ciekawa jestem czego szukali? Przecież jedynie mogą tam być akta urodzenia... Bingo! Akta! Jutro nie idę do szkoły, muszę wszystko przekopać! I z takim zamiarem poszłam się wykąpać.
Zmyłam makijaż, rozebrałam się i weszłam do kabiny. Odkręciłam wodę i pierwsze strumyki ciepłej cieczy zalały moje ciało. Umyłam się dokładnie i wypłukałam z żelu. Postałam jeszcze trochę pod prysznicem. Zakręciłam wodę, a następnie owinęłam się w ręcznik. Wytarłam się dokładnie i nasmarowałam balsamem. Odczekałam chwilę i ubrałam trochę za długą na mnie koszulkę Beck'a i czyste majtki. Zgasiłam światło w łazience i poszłam do sypialni. Położyłam się pod ciepłą pierzyną i przymknęłam oczy. Leżałam tak dopóki nie usnęłam.
***
Kiedy się obudziłam, słońce na niebie było już wysoko. Spojrzałam na zegarek. Była 10.30. Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej. Postanowiłam pójść się ubrać i poszukać mojego dzisiejszego celu. Ruszyłam swoje grube dupsko z wyra i poszłam wybrać dzisiejsze ciuchy. Ubrałam się (klik) i lekko pomalowałam. Zeszłam na dół gdzie było zupełnie cicho, nie licząc ledwo grającego radia, którego jak zwykle mój ojciec zapomniał wyłączyć. Z lodówki wyciągnęłam jogurt pitny. Odkręciłam go i upiłam łyka. Moje myśli skierowały się na temat AKTA.
Gdzie by tu zacząć szukać? Myśl! Hmm.. Może sypialnia i gabinet rodziców! Ruszyłam z powrotem na górę, zadowolona ze swojego toku myślenia. Wsadziłam rękę między liście kwiatka (który stał na korytarzu), w poszukiwaniu klucza od gabinetu mamy i taty. Po chwili już wchodziłam do pokoju, rozglądając się za szafka, od której miałabym zacząć poszukiwania. Mój wzrok powędrował na średniej wielkości serwantkę, gdzie znajdowały się jakieś dokumenty. Napój, który dzierżyłam w ręce, odstawiłam na biurko mojego ojca.
Przez następne dwie godziny grzebałam w tych jebanych papierach, pijąc swój jogurt. Nie znalazłam nic! Rozumiecie nic! To jest po prostu nie możliwe.
 Poddałam się i oparłam o komodę. Poddaje się! 
To nie jest robota dla mnie.  
Gdy już się miałam podnosić, aby wyjść z gabinetu, w oczy rzuciły mi się pewne papiery na biurku matki. Podeszłam i wzięłam je w ręce. Zaczęłam czytać. To co znalazłam, przechodziło moje najśmielsze oczekiwania. To były dokumenty... 




 Za niedługo pojawi się drama time, więc uważajcie.
Do zobaczenia w następnym rozdziale. 
Love you 

xxx



piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 5

Więc tak jak obiecałam rozdział pojawia się przed sobotą, od razu mówię, że nie wiem czy do następnej soboty pojawi się next.
Proszę o chociaż jeden komentarz!
Rozdział dedykuję Caroline xx! Dziękuję kochana ze Twoje komentarze. dla mnie wszystkim Całuję mocno! 💜💞
➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖

* Po pokoju rozlała się jasność, a ja niemal nie dostałam zawału serca, kiedy przed sobą zobaczyłam Jade i Horana. Nie wiedziałam co robić. Patrzyłam na nich z niedowierzaniem. 
- Co wy tu robicie? - wycedziłam przez zęby, opuszczając pistolet i chowając go za pasek od spodni.*
- Ja no.. Emmm... Szukam czegoś...- odpowiedziała Jade, jąkając się.
- Szukasz? Czego?- zapytałam - i co on tu robi?- dodałam po chwili, wskazując palcem na Horana.
- On mi pomaga- wyjąkała
- Hmmm, a od kiedy to ty i ten tutaj ze sobą rozmawiacie? A może ciebie Malik też przekabacił na swoją stronę,co?- wrknęłam w jej stronę.
- Ty już w to Malika nie mieszaj, on nie ma nic z tym wspólnego - rzucił Horan.
- Nie wtrącaj się, nie z tobą rozmawiam!- powiedziałam nieźle wkurzona. Przez chwilę zapanowała cisza.
Zaraz potem usłyszeliśmy skrzypienie. Pewnie Beck tu idzie. No pięknie, jeszcze tylko brakuje reszty tych baranów i będziemy w kąplecie.
- Co tu się dzieje, Luc?- zapytał mój przyjaciej, będąc jeszcze na schodach- O hej Jade, siema Horan.
- Możesz mi to wszystko wyjaśnić,Beck?- powiedziałam z nutką nadziei w głosie.
- To ty jej nie powiedziałaś? - krzyknął Beck w stronę Jade.
Ta tylko potrząsnęła głową i zagryzła wargę patrząc na niego.
- Chwila chwila, o czym mi nie powiedziałaś, i możecie mi do cholery wyjaśnić, co oboje tu robcie?- warknęłam w stronę przyjaciółki.
- Usiądź i uspokój się, już ci wszystko tłumaczę.- Jade machnęła ręką w stronę sofy, zachęcając mnie, abyśmy usiedli. Trochę dziwię się, że rodzice się jeszcze nie obudzili. Przezcież my tu krzyczeliśmy i darliśmy się.- No więc...- zaczęła.
- Nie zaczyna się zdania od no więc, ale kontynuuj- przerwałam jej, chcąc choć trochę rozluźnić atmosferę panującą między nami.
-Chodzi o to, że ty i Liam jesteście chyba rodzeństwem- powiedziała, a mnie normalnie zatkało.
- Jak to? - zapytalam osłupia, tą wiadomością.
- No na to wychodzi... Masz przeczytaj sobie. To jest list rodziców Liama do  niego - powiedziała podając mi złożoną kartkę papieru. Rozłożyłam ją i zaczęłam powoli czytać, analizując każde zapisane tam zdanie.

Drogi Liamie!
Wiemy, że nie taką drogą powinniśmy cię o tym informować, ale nie mieliśmy innego wyboru. Wyprowasziłeś się w dniu swoich 18 urodzin, zmieniłeś numer. Szukaliśmy Cię bardzo długo, aż w końcu nam się udało. Nie chcieliśmy i nie chcemy Cię stracić. Dalej będziesz dla nas najważniejszy. Będziesz NASZYM synem. Pamiętaj o tym, jak będziesz czytać poniższą treść.
W kopercie oprócz listu znajdują się twoje dane z adopcji. Tak, Liam, jesteś adoptowany. Wiemy oboje, że w tej chwili pewnie nie możesz w to uwierzyć. Przyjrzyj się uważnie tym danym w kopercie. Pewnie już zauważyłeś obok nazwiska Payne jest w nawiasie Hale. To jest nazwisko twoich prawdziwych rodziców. Nie znamy powodu oddania Cię do domu dziecka. Mimo, że nie jesteś naszym biologicznym synem, zawsze mieliśmy Cię za niego. Pamiętaj, że  Cię kochamy nieważne, co się pomiędzy nami teraz stanie. 
     
                                                                      TWOI Rodzice

P.S. Mamy nadzieję, że nam kiedyś wybaczysz.





piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 4

-Proszę, proszę! PAN Malik i jego kumple w takim miejscu, któż by pomyślał, że Cię tu znajdę? Może robisz jako obsługa, żeby wogóle mieć pieniądze, co? - odgryzłam, szczerząc się jak głupia w jego stronę. Beck oraz koledzy Malika zaśmiali się, a ten debil aż kipiał ze złości.- Złość piękności szkodzi, Zayn, uśmiechnij się - dopowiedziałam, a uśmiech z twarzy mi nie schodził. Obruciłam się plecami do nich. Złapałam Becka za rękę i ruszyłam przed siebie. Jednak nie dane mi było zrobić nawet kroku. Zostałam mocno szarpnięta do tyłu.
Chłopak w momencie obrucił mnie w swoją stronę. Widziałam tylko jak podnosi rękę. Zamknęłam oczy, czekając na uderzenie. Ono jednak nie nastąpiło. Natychmiastowo otworzyłam powieki. Moje źrenice pewnie wyglądały teraz jak spodki. Nie wiedziałam jak zareagować,  widząc Horana i Payne'a odciągających Malika ode mnie. No, chyba ich polubię. W końcu, gdyby nie ta dwójka, już miałabym obitą mocno twarz. Muszę im w jakiś sposób podziękować.
-Umm... Dzięki - rzuciłam w stronę owej dwójki. KURWA! CO SIĘ ZE MNĄ DZIEJE! JA? I DZIĘKOWANIE TYM DEBILOM!? NO CHYBA MNIE MOCNO POJEBAŁO!
Widziałam, jak Malikowi oczy wyszły z orbit na moje słowa.
Prychnęłam pod nosem i kiwając na Becka, który nie wiedząc chyba jak zareagować, po prostu ruszył za mną. Chłopak nadal musiał być w szoku. Tylko ciekawe z jakiego powodu? Z tego, że podziękowałam komuś? Czy z tego, że tamci odciągneli tego durnia ode mnie? A miało być tak wesoło! Miałam się dzisiaj wyluzować przed szkołą, a tu proszę! Następnym razem będę siedzieć w domu, słuchając muzyki. Albo pójdę do szkoły tańca potrenować. Och! No tak, nic wam nie mówilam o tym. No więc, kocham tańczyć. Taniec jest jedną z moich 3 pasji, no w sumie 2, bo śpiew i granie na instrumentach można określić ogólnie jako muzykę. By the way* chyba jutro pójdę sobie poćwiczyć. Moje rozmyślania skończyły się, kiedy Beck szturchnął mnie, zrównując krok z moim. Właśnie przechodziliśmy koło jednej z atrakcji owego wesołego miasteczka. Całkowicie odechciało mi się jakiej kolwiek zabawy. Tym bardziej, wiedząc, że piątka tych durni jest w tym samym miejscu. No może nie wszyscy są tacy sami, sądząc po zaistniałej wcześniej sytuacji.
- Idziemy Luc do ciebie, czy do mnie? - zapytał Beck idąc na równi ze mną.
- Możemy do mnie, wiesz jaka leniwa jestem, nie będzie mi się chciało od ciebie wracać - mruknęłam uśmiechając się lekko pod nosem.
***
Siedzieliśmy z Beckiem w moim pokoju. Leżąc na łóżku, oglądaliśmy jakieś denne seriale lecące w TV. Od czasu do czasu, któreś z nas wtrącało śmieszny komentarz, po którym nie mogliśmy opanować się ze śmiechu przez 10 następnych minut. Niekiedy wydawało się, że Beck był jakiś nie swój. Był zamyślony, a nawet niekiedy do takiego stopnia, że nie reagował na moje pytania.
- Co jest grane?!- zapytałam, kiedy po raz kolejny mój przyjaciel mnie nie słuchał.
- Nic - mruknął w odpowiedzi, unikając mojego wzroku.
- No jak to nic? Przecież widzę, że coś jest nie tak. Gadaj, o co chodzi. - powiedziałam lekko zirytowana zachowaniem kumpla.
-Ehh.. No bo widzisz nurtuje mnie jedno pytanie i nie wiem, czy ci je zadać... - wyjąkał.
- Wal śmiało, jesteśmy przecież przyjaciółmi.
- Chodzi o to, że...- już miał powiedzieć o co chodzi, gdy nagle usłyszeliśmy huk. Zerwałam się i szybko podbiegłam do biurka. Wyciągnęłam z niego spluwę i ruszyłam w kierunku drzwi mojego pokoju. Było późno,więc to na pewno nie byli moi rodzice. Nie zważając uwagi na Becka,który chyba był przestraszony, zeszłam na dół. Co chwile słychać było jakieś trzaski. Zupełnie, jakby ktoś robił przeszukanie wszystkiego, co znajdowało się na parterze. Powoli szłam, w kierunku salonu, skąd dochodził hałas. Podeszłam bezszelestnie do włącznika światła. Naciskając go, starałam się najpierw zlokalizować włamywacza. Po pokoju rozlała się jasność, a ja niemal nie dostałam zawału serca, kiedy przed sobą zobaczyłam Jade i Horana. Nie wiedziałam co robić. Patrzyłam na nich z niedowierzaniem.
- Co wy tu robicie? - wycedziłam przez zęby, opuszczając pistolet i chowając go za pasek od spodni.


➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖➖
*by the way (jakby ktoś nie wiedział) oznacza wracając do tematu..
Proszę o chociaż jeden komentarz...
I sory,że tak długo ale myślałam, że nowy szblon się szybko pojawi, ale jak go nie ma tak nie będzie...
Rozdział nie sprawdzany.

No i jak tam Four?! Mnie osobiście się bardzo podoba... Jeszcze w dodatku dzisiejszy teledysk Night Changes. Normalnie umieram! Która piosenka jest waszą ulubioną? Moje to( nie mogłam się zdecydować, bo wszystkie są zajebiste) Night Changes,18 , Where do broken hearts go ;)

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 3

6 dni później ( niedziela - tydzień rozpoczęcia)
Obudziłam się nie czując dziwnego uścisku w żołądku. Od dwóch dni już nie wymiotuję. Czuję się znacznie lepiej. Myślami powróciłam do wczorajszego dnia. Jaka była mina Jade, gdy wręczałam jej telefon, opowiadając przy okazji historię znalezienia się owego przedmiotu w moim posiadaniu. W swojej opowieści pominęłam kilka faktów. Nie mówiłam jej o tym, jak Malik wtargnął do mojej łazienki i o tym, jak mnie później wystraszył. Chciałam uniknąć rzucania przez nią niepotrzebnymi przekleństwami. Znam Jade od małego więc wiem, że nie omieszkała by tego zrobić. Tak więc Jade zna ta historię, w której to wyrywam Malikowi jej telefon i zatrzaskuję drzwi przed nosem. Trochę obawiam się naszego jutrzejszego spotkania, o ile wogóle do niego dojdzie. Bardzo możliwe, że po prostu on nie przyjdzie jutro do szkoły. To jest w jego stylu. Podniosłam się z łóżka i udałam się do łazienki, zagarniając po drodze ciuchy i bieliznę. Nie jestem z tych dziewczyn, które siedzą godzinami w garderobie i nie wiedzą co na siebie założyć. Ubrałam się, włosy związałam w roztrzepanego koka i zrobiłam lekki makijaż. Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie miętowy sweter, czarne jeansy oraz tego samego koloru, co sweter, vansy. Paznokcie również pomalowałam na miętowo.
Całość całkiem nieźle się razem prezentowała. Nie znałam się tak dobrze na modzie. Ubierałam to, co mi się w danej chwili podobało. Może i moi rodzice mieli kupę forsy, którą mogłabym wydawać na ciuchy i inne duperele, ale ja nie byłam tego typu dziewczyną, co lata non stop po galeriach, kupując co różne nowe ubrania. Do całego zestawu wzięłam czarny kuferek. Zapakowałam do niego najważniejsze kosmetyki oraz telefon wraz z portfelem. Zeszłam na dół prosto do kuchni z zamiarem zjedzenia czegoś, co dało by mi siły na dzisiaj. Przy stole o dziwo siedzieli moi rodzice.
-ym hej Lucy... Tak się z twoim tatą zastanawiamy, czy ty masz więcej znajomych oprócz Jade i Becka? Przepraszam, jeśli się wtrącamy, ale od dłuższego czasu nie widzieliśmy tu nikogo innego poza nimi. Martwimy się o ciebie.- stwierdziła moja mama. Zszokowała mnie tym swoim wywodem.
-Po pierwsze : siema wam. Po drugie: zaraz wychodzę z Beckiem. Po trzecie: tak mam znajomych. Po czwarte: nie musicie się tym interesować, a teraz żegnam i nie wiem, o której wrócę. Bye! - między słowami wypiłam szklankę soku i wzięłam tabletki. Odechciało mi się jeść w ich obecności. Wyszłam z domu,trzaskając drzwiami. Na szczęście przed domem spotkałam,wchodzącego przez furtkę mojego przyjaciela. Podbiegłam do niego i się przywitałam.
-To co robimy mała? Masz jakiś plan?- zapytał mnie idąc ze mną ramię w ramię.
- EJ tylko nie mała, wiesz jak tego nie lubię. A wracając so pytania, to chciałabym coś zjeść, burczy mi w brzuchu.- powiedziałam czując jak mój brzuch domaga się czegoś dobrego.
- Eh choć mój głodomorze.- zaśmiał się na moje słowa.
Skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki, w której podawali bardzo dobre naleśniki. Po 10 min doszliśmy na miejsce. Budynek może i nie był duży, za to w środku był przytulny. Całość była w jasnych kolorach. Dla przybyszów było tylko kilka miejsc siedzących, ze względu na małą ilość osób przychodzących do tej kafejki.
Właścicielka uśmiechnęła się do nas, widząc jak wchodzimy do Café&Breakfast. Byliśmy tu stałymi gośćmi.
- To co zwykle? - zapytała wesoło, kiedy już się rozgościliśmy.
- Tak, 2 razy naleśniki z dżemem i 2 razy ciepłą herbatę poprosimy- powiedziałam
Kobieta poszła na chwilę na zaplecze, aby złożyć nasze zamówienie.
-To gdzie dzisiaj planujemy iść ?- zapytał Beck.
-Myślałam coś nad wesołym miasteczkiem tu niedaleko nas, a potem może kino.- stwierdziłam, mając ochotę się dzisiaj wyszaleć.
-Wesołym miasteczkiem powiadasz? - powiedział mój przyjaciel poruszając zabawnie brwiami.
-Tak, a co w tym dziwnego, w końcu raz na jakiś czas trzeba się wyszaleć.
Z zaplecza wróciła kobieta i postawiła przed nami tacę z jedzeniem.
- No to szamiemy i spadamy się zabawić - mruknął Beck biorąc się za jedzenie.
Pośpiesznie zjedliśmy nasze porcje i popiliśmy to gorącą herbatą. Zaczęłam wyciągać portfel, ale przyjaciel mnie powstrzymał.
- Daj spokój, przecież i tak wiesz,że ja zapłacę. - powiedział, śmiejąc się pod nosem.
Schowałam spowrotem pieniądze.Chłopak w tym czasie zapłacił. Wyszliśmy z budynku ,dziękując wcześniej kobiecie za posiłek. Po drodze do wesołego miasteczka rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Szkoda, że nie ma tu Jade. Dziewczyna musiała zostać w domu i opiekować się młodszym kuzynem, którego zostawiła jej ciocia.
Doszliśmy na miejsce i stanęliśmy w kolejce na rollercoaster.
- Proszę proszę, kogo ja tu widzę? Już nie jesteś chora Lucy? Upss przepraszam przecież ty jesteś upośledzona umysłowo -  powiedział ktoś za mną. Chwilę potem usłyszałam śmiech kilku osób. Obróciłam się powoli i zobaczyłam...

sobota, 11 października 2014

Rozdział 2

Obudził mnie dzwoniący telefon. Podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam w dłoń komórkę. Na ekranie widniał napis: Jadeee *.*. Odebrałam bez wahania.
-czego chcesz o tak wczesnej porze, obudziłaś mnie wariatko - powiedziałam
- Czego chce? Dziewczyno jest 10, a ciebie nie ma nadal w szkole! - wydarła się na mnie przez telefon.
- Jak to 10? - Zerknęłam na zegarek stojący na szafce nocnej - O kurwa. - mruknęłam i nie bawiąc się w żadne pożegnania, rozłączyłam się.
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Ogarnęłam swoje włosy, umalowałam się, założyłam czystą bieliznę i owinięta w ręcznik popędziłam do garderoby. Na dworze świeciło słońce, więc postawiłam na krótkie jeansowe spodenki, bordowy luźny sweter i tego samego koloru krótkie conversy. Torbę wypełnioną książkami zarzuciłam na ramię i zbiegłam po schodach do kuchni. Niestety zrobiło mi się nie dobrze i musiałam pobiec do łazienki. Dopadłam do muszli klozetowej i zwymiotowałam. Siedziałam tam chyba z 10 minut i było w miarę okej. Wstałam lecz niestety musiałam ponownie przykucnąć przy toalecie. Gdy cała zawartość mojego żołądka wylądowała w rurach kanalizacyjnych oparłam się o chłodną ścianę i postanowiłam napisać do Jade SMS-a.
Wstałam powoli i podeszłam do umywalki. Spojrzałam w lustro. BOŻE! Jak ja okropnie wyglądam! Mój i tak lekki makijaż był rozmazany. Umyłam zęby, zmyłam make-up i zrobiłam go od nowa. Spojrzałam ponownie na swoje odbicie. No trochę lepiej. Powiedziałam do siebie w myślach. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i szukałam jakiegoś ciekawego kanału.
Usłyszałam dzwonek i natychmiast ruszyłam do drzwi, z myślą, że to Jade. Uwierzcie jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam Zayn'a Pożal Się Boże Malika.
- Co ty tutaj robisz? - warknęłam na niego.
- Oh, czyżbyś się zle czuła? - zapytał tym swoim irytującym głosem
- Skąd o tym wiesz, debilu? - wykrzyczałam.
Chłopak pomachał mi telefonem mojej przyjaciółki.
- Skąd go masz? Po co tu przylazłeś ? - zdenerwowałam się.
- Um no pomyślmy, zajebałem go Jadeee - ostatnie słowo powiedział tylko po to, żeby mnie jeszcze bardziej wkurzyć
Znowu zrobiło mi się nie dobrze.
- Chwila! - zostawiłam zdziwionego Malika w otwartych drzwiach i  pobiegłam do łazienki. W szybkim tempie otworzyłam deskę klozetową i zwróciłam już po raz trzeci wszystko co miałam w żołądku.
- Uuuu...Widzę, że rzeczywiście się zle czujesz - powiedział głos za mną.
Obróciłam się powoli w stronę głosu i wybuchnęłam.
-Kto ci pozwolił tu wejść co? Po chuj się tu pchasz? Mama cie nie nauczyła, żeby nie wpychać nosa w nie swoje sprawy?- wywrzeszczałam.
Oczy Malika zrobiły się niebezpiecznie czarne, a on sam wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć. Podszedł do mnie powolnym krokiem i przygwoździł do ściany za mną.
-Jeszcze raz wspomnisz suko o mojej matce przy mnie to się nie zawaham i ci przypierdolę mimo, że dziewczyn nie bije!- wysyczał mi w twarz. Pokiwałam tylko głową. Na nic więcej nie było mnie stać. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Bałam się go i to cholernie. Zayn odsunął się ode mnie i ruszył do wyjścia. Przy drzwiach zatrzymał się i odwrócił. Wyjął coś z kieszeni i rzucił tym we mnie.
-Łap i niech twoje Jadeee pilnuje go, bo następnym razem go sobie zachował - warknął i już go nie było. Po chwili dało się słyszeć trzask drzwi frontowych i warkot jego motoru.
Zjechałam po ścianie i głowę schowałam między kolana.
Starałam się uspokoić swój nie miarowy oddech. Kiedy oddychałam w miarę normalnie,podniosłam się i powędrowałam wprost do mojego łóżka. Tam zasnęłam, nawet nie wiem jakim cudem.
***
Obudziłam się a przy mnie siedziała moja mama. Chyba pierwszy raz ją widziałam od 3 tygodni albo i więcej.
Powoli podniosłam się i spojrzałam na nią.
- Coś się stało córciu, jesteś taka blada? - zapytała mnie.
- Rano wymiotowałam, a teraz czuję się jakby mi ktoś młotkiem w łeb przywalił - zaśmiałam się cicho, a wraz ze mną moja rodzicielka.
- Zaraz przyniosą termometr i jakieś leki na żołądek.
Wstała i wyszła, a ja z powrotem opadłam na poduszki.
Po chwili wróciła z kilkoma tabletkami w ręce oraz wodą.
Za nią wpadł mój tata niosąc termometr. Zmierzyłam temperaturę i okazało się, że mam gorączkę. Ugh! Jak ja kocham być chora... Czujecie ten sarkazm?

piątek, 3 października 2014

Rozdział 1

Jeśli ktoś skomentuje postaram się dodać następny rozdział jak najszybciej. Mam nadzieję, że ktoś będzie to wogóle czytał;)
Enjoy!
Nadszedł pierwszy dzień szkoły, a ja wogóle nie miałam ochoty tam iść i użerać się z pieprzonym Malikiem.
To będzie już 3 rok mojej i jego walki. Muszę go tylko przetrwać. Jestem w ostatniej klasie naszego collegu i mam nadzieję, że się więcej nie spotkamy. Mimo iż Malik jest starszy nadal tutaj uczęszcza. W zeszłym roku cała ta jego banda nie zdała i teraz zostaną wcieleni do jednej z naszych klas. Wyszłam z łóżka, ponieważ mój jakże kochany budzik zaczął niemiłosiernie dzwonić, informując mnie, że już czas zwlec się z mojego królestwa. Nie chciałam się spóźnić, wszystko byle by nie pierwszego dnia! Byłam dobrą uczennicą, chociaż z mojego zachowania można było wyciągnąć zupełnie inny wniosek. Poszłam do łazienki, wcześniej zagarniając naszykowane wczoraj przez siebie ciuchy. Ubrałam się, uczesałam, umyłam zęby i lekko się umalowałam. Zeszłam na dół do kuchni. Nie wiedziałam co zjeść, więc postanowiłam, że wezmą tylko jabłko. Na ramię zarzuciłam torebkę, do której wcześniej wrzuciłam kilka kosmetyków, telefon i jeszcze inne pierdoły. Na nogi włożyłam białe krótkie conversy i wyszłam z domu.
Do szkoły nie miałam daleko, więc postanowiłam się przejść na nogach. Mogłam wziąć samochód, ale od czasu do czasu spacerek nie zaszkodzi. Na miejsce doszłam na czas. Pod szkołą było już mnóstwo osób. W tłumie znalazłam moją dwójkę przyjaciół. Reszta starych znajomych już dawno ze mną się nie kontaktowała przez tego durnia Zayn'a.
Podeszłam do Bek'a i Jade. Przywitałam się z nimi buziakiem w policzek.
-Siemka Lucy, szkoda, że nie przyszłaś chwilę wcześniej. Nawet nie wiesz co się działo z naszym kochanym Maliczkiem - powiedziała do mnie, ciągle obserwując jakiś punkt za moimi plecami.
Obróciłam się lekko i zerknęłam w tamtym kierunki. Zaynuś podnosił swój motorek z ziemi.Parsknęłam śmiechem widząc to co działo się na parkingu.
-Hmm... Czyżby nasz Kolega nie zdążył wyhamować i wywrócił jego ścigacz? - zadałam pytanie podśmiewując się z tego debila.
-No można to tak określić - powiedział Bek szczerząc się od ucha do ucha - dobra chodźcie na salę, bo nie jest tak ciepło tutaj, zważając na to, że jesteście w spódniczkach.
Objął nas obie w pasie i poszliśmy na salę, czekać aż rozpocznie się ta głupia szopka.
*Godzinę później*
Weszłam do naszej sali i zasiadłam na swoim miejscu przy oknie. Po chwili każdy siedział na swoim miejscu, a wychowawca stał pod tablicą i rozpisywał plan lekcji na jutrzejszy dzień. Ja nie męcząc się z przepisywaniem, wyjęłam telefon i zrobiłam sobie zdjęcie tego gówna.
- To wszystko jeśli chodzi o sprawy związane z jutrzejszym dniem, ale jak wszyscy dobrze wiecie w zeszłym roku nie zdało kilkoro uczniów - nie tylko nie to, proszę, aby nikt do nas nie trafił, a już na pewno nie Malik, no please - a teraz są oni przydzielani do klas z waszego rocznika, do nas trafiło ich dwóch : Niall Horan i... - sekunda, w której belfer nabierał powietrza wydawała się ciągnąć w nie skończoność - Zayn Malik - moje serce zatrzymało się na kilka sekund, a potem zaczęło działać ze zdwojoną siłą. Spojrzałam na moich przyjaciół. Na ich twarzach malował się szok. Cala klasa siedziała oniemiała.
- Na pewno znacie o to tych uczniów z zeszłego roku, więc myślę, że nie będzie żadnego problemu. Na dzisiaj to już wszystko, możecie iść do domu.
Wszyscy zaczęli wychodzić z klasy. Zerwałam się z krzesła i podbiegłam do Bek'a  i Jade.
- Czy wy to słyszeliście? - zapytałam się ich, gdy tylko opuściliśmy pomieszczenie. Na korytarzu panował istny chaos. Każdy z naszej klasy wydawał się być zszokowany nową informacją.
- Tak i szczerze nie jestem zadowolona z tego, mimo iż ten dupek jest przystojny.
-Tu się z tobą zgodzą Jade. - mruknęłam. Mimo iż chłopak zachowywał się jak ostatni dupek, to był cholernie przystojny.
-Czy wy się dobrze czujecie? -zapytał Bek, zatrzymując nas i stając przed nami. Jego oczy nagle zrobiły się ogromne jak spodki. Na moich biodrach poczułam czyjeś łapska.
-Siemka Mała, dawno się nie widzieliśmy.- ktoś szepnął mi do ucha. W sekundę rozpoznałam ten głos. Strzepałam jego ręce z mojego ciała i obróciłam się do niego przodem.
- Mała to twoja pała, tak dawno się nie widzieliśmy i dobrze mi się z tym żyło - odgryzłam się Malikowi.
- Oj a przed chwilą wraz z swoją przyjaciółeczką stwierdziłyście, że jestem przystojny...A tak wogóle gdzie twoje maniery, powinnaś się ze mną przywitać. - moja twarz zaczerwieniła się ze wstydu, ponieważ ten dupek powiedział to na cały korytarz.Zrobiło się cicho. Teraz już tylko kipiałam ze złości.
- Hej i pa,kochanie , widzimy się jutro pod klasą matematyczną - cmoknęłam, posyłając Malikowi buziaka w powietrzu.Każda osoba przebywająca w naszym pobliżu nas obserwowała. Obróciłam się do moich przyjaciół. Złapałam oboje pod ramiona i pociągnęłam za sobą. Wyszliśmy przed budynek, a oni dopiero wtedy wyszli z szoku.
- Sory , że musieliście na to patrzeć-powiedziałam-
Dobra a teraz, chodźcie do mnie do domu. Pogadamy trochę, programy na x-boxie i takie tam.
***kilka godzin później***
Właśnie idę się kąpać. Niedawno z domu wyszli moi przyjaciele. Muszę trochę odpocząć i nabrać sił na jutrzejszy dzień. Umyłam się i położyłam do łóżka. Zdecydowała położyć się spać, ponieważ było kilka minut po północy, a jutro na 8 mam pierwszą lekcję.

środa, 24 września 2014

Prolog

Pewnego dnia wszystko się zmienia. Nasze postrzeganie świata, postrzeganie innych ludzi i samych siebie. Wszystko wydaje nam się zupełnie inne. Plany, jakie mieliśmy kiedyś ulegają korekcie i tylko od nas zależy, jak owa korekta będzie wyglądała. 

Jeden dzień może zmienić wszystko. Pozostaje tylko jedno pytanie: Czy jesteś gotowy na te zmiany?

Moje życie polega na stałych kłótniach z moim jakże doskonałym wrogiem w szkole.Są takie dni, kiedy nie jestem w stanie już z nim walczyć, kiedy zadaje ciosy poniżej pasa. Odbiera mi najlepszych przyjaciół, przeciągając na swoją stronę. On niszczy mnie od środka. Kiedyś wszystko było normalne.Wtedy pojawili się Oni. Bad Boys. Byłam szarą myszką , nie byłam popularna, mimo iż większość mówiła, że jestem piękna, mam talent i bogatych rodziców. Nie potrafiłam się nikomu postawić. Zmiana nastąpiła wraz z przybyciem do szkoły mojego dręczyciela. Było to 2 lata temu. Pamiętam to bardzo dobrze. Wparowali do budynku, szarpiąc się z dotychczasowymi panami naszego liceum. Byli agresywni, ale jakże przystojni. Każdy wydziarany, pomijając jednego blondyna. Zaczęło się to wszystko dokładnie wtedy, kiedy przypadkowo wpadłam na jednego z nich. Nie było on byle jakim chłopakiem. Był dowoczącym Bad Boy'ami. Nie liczył się z nikim. Każdy podporządkowany był mu, kruczoczarno włosemu mulatowi o ciemno brązowych oczach. Podpadłam mu. Zaczął mnie nachodzić, poniżać przy wszystkich jakbym zrobiła mu krzywdę. Nie dawał nawet chwili wytchnienia. Wysył nieprzyjemne listy oraz SMS-y. Pamiętam, jak któregoś dnia byłam sama w toalecie szkolnej. Wtedy na korytarzu usłyszałam krzyki. Było dawno po dzwonku. Wyszłam sprawdzić co się dzieje. Przed jedną z sal stali Oni. W rękach mieli jakieś woreczki wypełnione różnokolorowymi proszkami. Zauważyli mnie i zagrozili mi, że wybiją rodzinę, jeśli komuś o tym powiem. Wtedy postanowiłam się zmienić z lichej psychicznie dziewczyny. Stałam się wredną suka, która się niczego nie boi. Tak o to wracamy do punktu wyjścia, czyli teraźniejszości.
Jak potoczą się moje dalsze losy, tego nikt nie wie. Więcej dowiecie się czytając Everything Will Change.

Bohaterowie

 
Lucy Hale, lat 19
Dziewczyna mieszkająca w Bradford.
 Kiedyś szara myszka teraz postrach liceum.
Ma dwoje przyjaciół: Jade i Becka.
Największy wróg Zayna Malika.
 
 Jade Corny, lat 19
(Ashley Benson)
 Mieszka w Bradford.
 Najlepsza przyjaciółka Lucy i Becka, w pózniejszym
czasie na zabój zakochana w Niall'u Horanie.

Beck Mc'Noise, lat 19
(Zac Efron)
Mieszka w Bradford.Najlepszy przyjaciel Lucy i Jade.
Nienawidzi Bad Boys.
Kocha szybkie samochody.
Zayn Malik, lat 20
Mieszka wraz z kumplami od dwóch lat w Bradford.
Uwielbie szybkie auta,dobrą i ostrą zabawę.
Nienawidzi Lucy. Dowódca Bad Boys.
Postrach liceum.




Od góry:
Liam Payne, lat 20
Louis Tomlinson, lat 22
Niall Horan, lat 20
Harry Styles, lat 19
Członkowie Bad Boys.
Kumple Zayna.Postrach liceum w Bradford.

Dean i Rebeca Hale 
Rodzice Lucy. Oboje pracują jako prawnicy.
No i bohaterzy są za nami za niedługo pojawi się prolog oraz zwiastun. Mam nadzieję, że ten blog się komuś spodoba. Jest on moim pierwszym, więc proszę o trochę cierpliwości.
Yours Badday
xxx.