sobota, 11 października 2014

Rozdział 2

Obudził mnie dzwoniący telefon. Podniosłam się do pozycji siedzącej i chwyciłam w dłoń komórkę. Na ekranie widniał napis: Jadeee *.*. Odebrałam bez wahania.
-czego chcesz o tak wczesnej porze, obudziłaś mnie wariatko - powiedziałam
- Czego chce? Dziewczyno jest 10, a ciebie nie ma nadal w szkole! - wydarła się na mnie przez telefon.
- Jak to 10? - Zerknęłam na zegarek stojący na szafce nocnej - O kurwa. - mruknęłam i nie bawiąc się w żadne pożegnania, rozłączyłam się.
Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do łazienki. Ogarnęłam swoje włosy, umalowałam się, założyłam czystą bieliznę i owinięta w ręcznik popędziłam do garderoby. Na dworze świeciło słońce, więc postawiłam na krótkie jeansowe spodenki, bordowy luźny sweter i tego samego koloru krótkie conversy. Torbę wypełnioną książkami zarzuciłam na ramię i zbiegłam po schodach do kuchni. Niestety zrobiło mi się nie dobrze i musiałam pobiec do łazienki. Dopadłam do muszli klozetowej i zwymiotowałam. Siedziałam tam chyba z 10 minut i było w miarę okej. Wstałam lecz niestety musiałam ponownie przykucnąć przy toalecie. Gdy cała zawartość mojego żołądka wylądowała w rurach kanalizacyjnych oparłam się o chłodną ścianę i postanowiłam napisać do Jade SMS-a.
Wstałam powoli i podeszłam do umywalki. Spojrzałam w lustro. BOŻE! Jak ja okropnie wyglądam! Mój i tak lekki makijaż był rozmazany. Umyłam zęby, zmyłam make-up i zrobiłam go od nowa. Spojrzałam ponownie na swoje odbicie. No trochę lepiej. Powiedziałam do siebie w myślach. Zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Włączyłam telewizor i szukałam jakiegoś ciekawego kanału.
Usłyszałam dzwonek i natychmiast ruszyłam do drzwi, z myślą, że to Jade. Uwierzcie jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam Zayn'a Pożal Się Boże Malika.
- Co ty tutaj robisz? - warknęłam na niego.
- Oh, czyżbyś się zle czuła? - zapytał tym swoim irytującym głosem
- Skąd o tym wiesz, debilu? - wykrzyczałam.
Chłopak pomachał mi telefonem mojej przyjaciółki.
- Skąd go masz? Po co tu przylazłeś ? - zdenerwowałam się.
- Um no pomyślmy, zajebałem go Jadeee - ostatnie słowo powiedział tylko po to, żeby mnie jeszcze bardziej wkurzyć
Znowu zrobiło mi się nie dobrze.
- Chwila! - zostawiłam zdziwionego Malika w otwartych drzwiach i  pobiegłam do łazienki. W szybkim tempie otworzyłam deskę klozetową i zwróciłam już po raz trzeci wszystko co miałam w żołądku.
- Uuuu...Widzę, że rzeczywiście się zle czujesz - powiedział głos za mną.
Obróciłam się powoli w stronę głosu i wybuchnęłam.
-Kto ci pozwolił tu wejść co? Po chuj się tu pchasz? Mama cie nie nauczyła, żeby nie wpychać nosa w nie swoje sprawy?- wywrzeszczałam.
Oczy Malika zrobiły się niebezpiecznie czarne, a on sam wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć. Podszedł do mnie powolnym krokiem i przygwoździł do ściany za mną.
-Jeszcze raz wspomnisz suko o mojej matce przy mnie to się nie zawaham i ci przypierdolę mimo, że dziewczyn nie bije!- wysyczał mi w twarz. Pokiwałam tylko głową. Na nic więcej nie było mnie stać. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Bałam się go i to cholernie. Zayn odsunął się ode mnie i ruszył do wyjścia. Przy drzwiach zatrzymał się i odwrócił. Wyjął coś z kieszeni i rzucił tym we mnie.
-Łap i niech twoje Jadeee pilnuje go, bo następnym razem go sobie zachował - warknął i już go nie było. Po chwili dało się słyszeć trzask drzwi frontowych i warkot jego motoru.
Zjechałam po ścianie i głowę schowałam między kolana.
Starałam się uspokoić swój nie miarowy oddech. Kiedy oddychałam w miarę normalnie,podniosłam się i powędrowałam wprost do mojego łóżka. Tam zasnęłam, nawet nie wiem jakim cudem.
***
Obudziłam się a przy mnie siedziała moja mama. Chyba pierwszy raz ją widziałam od 3 tygodni albo i więcej.
Powoli podniosłam się i spojrzałam na nią.
- Coś się stało córciu, jesteś taka blada? - zapytała mnie.
- Rano wymiotowałam, a teraz czuję się jakby mi ktoś młotkiem w łeb przywalił - zaśmiałam się cicho, a wraz ze mną moja rodzicielka.
- Zaraz przyniosą termometr i jakieś leki na żołądek.
Wstała i wyszła, a ja z powrotem opadłam na poduszki.
Po chwili wróciła z kilkoma tabletkami w ręce oraz wodą.
Za nią wpadł mój tata niosąc termometr. Zmierzyłam temperaturę i okazało się, że mam gorączkę. Ugh! Jak ja kocham być chora... Czujecie ten sarkazm?

2 komentarze:

  1. Czekam na rozwinięcie się akcji zapowiada się kolejne fantastyczne opowiadanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki... Nawet nie wiesz jak twój komentarz mnie podbudował ;* zaraz się biorę i piszę nexta ;*

      Usuń