6 dni później ( niedziela - tydzień rozpoczęcia)
Obudziłam się nie czując dziwnego uścisku w żołądku. Od dwóch dni już nie wymiotuję. Czuję się znacznie lepiej. Myślami powróciłam do wczorajszego dnia. Jaka była mina Jade, gdy wręczałam jej telefon, opowiadając przy okazji historię znalezienia się owego przedmiotu w moim posiadaniu. W swojej opowieści pominęłam kilka faktów. Nie mówiłam jej o tym, jak Malik wtargnął do mojej łazienki i o tym, jak mnie później wystraszył. Chciałam uniknąć rzucania przez nią niepotrzebnymi przekleństwami. Znam Jade od małego więc wiem, że nie omieszkała by tego zrobić. Tak więc Jade zna ta historię, w której to wyrywam Malikowi jej telefon i zatrzaskuję drzwi przed nosem. Trochę obawiam się naszego jutrzejszego spotkania, o ile wogóle do niego dojdzie. Bardzo możliwe, że po prostu on nie przyjdzie jutro do szkoły. To jest w jego stylu. Podniosłam się z łóżka i udałam się do łazienki, zagarniając po drodze ciuchy i bieliznę. Nie jestem z tych dziewczyn, które siedzą godzinami w garderobie i nie wiedzą co na siebie założyć. Ubrałam się, włosy związałam w roztrzepanego koka i zrobiłam lekki makijaż. Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie miętowy sweter, czarne jeansy oraz tego samego koloru, co sweter, vansy. Paznokcie również pomalowałam na miętowo.
Całość całkiem nieźle się razem prezentowała. Nie znałam się tak dobrze na modzie. Ubierałam to, co mi się w danej chwili podobało. Może i moi rodzice mieli kupę forsy, którą mogłabym wydawać na ciuchy i inne duperele, ale ja nie byłam tego typu dziewczyną, co lata non stop po galeriach, kupując co różne nowe ubrania. Do całego zestawu wzięłam czarny kuferek. Zapakowałam do niego najważniejsze kosmetyki oraz telefon wraz z portfelem. Zeszłam na dół prosto do kuchni z zamiarem zjedzenia czegoś, co dało by mi siły na dzisiaj. Przy stole o dziwo siedzieli moi rodzice.
-ym hej Lucy... Tak się z twoim tatą zastanawiamy, czy ty masz więcej znajomych oprócz Jade i Becka? Przepraszam, jeśli się wtrącamy, ale od dłuższego czasu nie widzieliśmy tu nikogo innego poza nimi. Martwimy się o ciebie.- stwierdziła moja mama. Zszokowała mnie tym swoim wywodem.
-Po pierwsze : siema wam. Po drugie: zaraz wychodzę z Beckiem. Po trzecie: tak mam znajomych. Po czwarte: nie musicie się tym interesować, a teraz żegnam i nie wiem, o której wrócę. Bye! - między słowami wypiłam szklankę soku i wzięłam tabletki. Odechciało mi się jeść w ich obecności. Wyszłam z domu,trzaskając drzwiami. Na szczęście przed domem spotkałam,wchodzącego przez furtkę mojego przyjaciela. Podbiegłam do niego i się przywitałam.
-To co robimy mała? Masz jakiś plan?- zapytał mnie idąc ze mną ramię w ramię.
- EJ tylko nie mała, wiesz jak tego nie lubię. A wracając so pytania, to chciałabym coś zjeść, burczy mi w brzuchu.- powiedziałam czując jak mój brzuch domaga się czegoś dobrego.
- Eh choć mój głodomorze.- zaśmiał się na moje słowa.
Skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki, w której podawali bardzo dobre naleśniki. Po 10 min doszliśmy na miejsce. Budynek może i nie był duży, za to w środku był przytulny. Całość była w jasnych kolorach. Dla przybyszów było tylko kilka miejsc siedzących, ze względu na małą ilość osób przychodzących do tej kafejki.
Obudziłam się nie czując dziwnego uścisku w żołądku. Od dwóch dni już nie wymiotuję. Czuję się znacznie lepiej. Myślami powróciłam do wczorajszego dnia. Jaka była mina Jade, gdy wręczałam jej telefon, opowiadając przy okazji historię znalezienia się owego przedmiotu w moim posiadaniu. W swojej opowieści pominęłam kilka faktów. Nie mówiłam jej o tym, jak Malik wtargnął do mojej łazienki i o tym, jak mnie później wystraszył. Chciałam uniknąć rzucania przez nią niepotrzebnymi przekleństwami. Znam Jade od małego więc wiem, że nie omieszkała by tego zrobić. Tak więc Jade zna ta historię, w której to wyrywam Malikowi jej telefon i zatrzaskuję drzwi przed nosem. Trochę obawiam się naszego jutrzejszego spotkania, o ile wogóle do niego dojdzie. Bardzo możliwe, że po prostu on nie przyjdzie jutro do szkoły. To jest w jego stylu. Podniosłam się z łóżka i udałam się do łazienki, zagarniając po drodze ciuchy i bieliznę. Nie jestem z tych dziewczyn, które siedzą godzinami w garderobie i nie wiedzą co na siebie założyć. Ubrałam się, włosy związałam w roztrzepanego koka i zrobiłam lekki makijaż. Spojrzałam w lustro. Miałam na sobie miętowy sweter, czarne jeansy oraz tego samego koloru, co sweter, vansy. Paznokcie również pomalowałam na miętowo.
Całość całkiem nieźle się razem prezentowała. Nie znałam się tak dobrze na modzie. Ubierałam to, co mi się w danej chwili podobało. Może i moi rodzice mieli kupę forsy, którą mogłabym wydawać na ciuchy i inne duperele, ale ja nie byłam tego typu dziewczyną, co lata non stop po galeriach, kupując co różne nowe ubrania. Do całego zestawu wzięłam czarny kuferek. Zapakowałam do niego najważniejsze kosmetyki oraz telefon wraz z portfelem. Zeszłam na dół prosto do kuchni z zamiarem zjedzenia czegoś, co dało by mi siły na dzisiaj. Przy stole o dziwo siedzieli moi rodzice.
-ym hej Lucy... Tak się z twoim tatą zastanawiamy, czy ty masz więcej znajomych oprócz Jade i Becka? Przepraszam, jeśli się wtrącamy, ale od dłuższego czasu nie widzieliśmy tu nikogo innego poza nimi. Martwimy się o ciebie.- stwierdziła moja mama. Zszokowała mnie tym swoim wywodem.
-Po pierwsze : siema wam. Po drugie: zaraz wychodzę z Beckiem. Po trzecie: tak mam znajomych. Po czwarte: nie musicie się tym interesować, a teraz żegnam i nie wiem, o której wrócę. Bye! - między słowami wypiłam szklankę soku i wzięłam tabletki. Odechciało mi się jeść w ich obecności. Wyszłam z domu,trzaskając drzwiami. Na szczęście przed domem spotkałam,wchodzącego przez furtkę mojego przyjaciela. Podbiegłam do niego i się przywitałam.
-To co robimy mała? Masz jakiś plan?- zapytał mnie idąc ze mną ramię w ramię.
- EJ tylko nie mała, wiesz jak tego nie lubię. A wracając so pytania, to chciałabym coś zjeść, burczy mi w brzuchu.- powiedziałam czując jak mój brzuch domaga się czegoś dobrego.
- Eh choć mój głodomorze.- zaśmiał się na moje słowa.
Skierowaliśmy się do naszej ulubionej knajpki, w której podawali bardzo dobre naleśniki. Po 10 min doszliśmy na miejsce. Budynek może i nie był duży, za to w środku był przytulny. Całość była w jasnych kolorach. Dla przybyszów było tylko kilka miejsc siedzących, ze względu na małą ilość osób przychodzących do tej kafejki.
Właścicielka uśmiechnęła się do nas, widząc jak wchodzimy do Café&Breakfast. Byliśmy tu stałymi gośćmi.
- To co zwykle? - zapytała wesoło, kiedy już się rozgościliśmy.
- Tak, 2 razy naleśniki z dżemem i 2 razy ciepłą herbatę poprosimy- powiedziałam
Kobieta poszła na chwilę na zaplecze, aby złożyć nasze zamówienie.
-To gdzie dzisiaj planujemy iść ?- zapytał Beck.
-Myślałam coś nad wesołym miasteczkiem tu niedaleko nas, a potem może kino.- stwierdziłam, mając ochotę się dzisiaj wyszaleć.
-Wesołym miasteczkiem powiadasz? - powiedział mój przyjaciel poruszając zabawnie brwiami.
-Tak, a co w tym dziwnego, w końcu raz na jakiś czas trzeba się wyszaleć.
Z zaplecza wróciła kobieta i postawiła przed nami tacę z jedzeniem.
- No to szamiemy i spadamy się zabawić - mruknął Beck biorąc się za jedzenie.
Pośpiesznie zjedliśmy nasze porcje i popiliśmy to gorącą herbatą. Zaczęłam wyciągać portfel, ale przyjaciel mnie powstrzymał.
- Daj spokój, przecież i tak wiesz,że ja zapłacę. - powiedział, śmiejąc się pod nosem.
Schowałam spowrotem pieniądze.Chłopak w tym czasie zapłacił. Wyszliśmy z budynku ,dziękując wcześniej kobiecie za posiłek. Po drodze do wesołego miasteczka rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Szkoda, że nie ma tu Jade. Dziewczyna musiała zostać w domu i opiekować się młodszym kuzynem, którego zostawiła jej ciocia.
Doszliśmy na miejsce i stanęliśmy w kolejce na rollercoaster.
- Proszę proszę, kogo ja tu widzę? Już nie jesteś chora Lucy? Upss przepraszam przecież ty jesteś upośledzona umysłowo - powiedział ktoś za mną. Chwilę potem usłyszałam śmiech kilku osób. Obróciłam się powoli i zobaczyłam...
- To co zwykle? - zapytała wesoło, kiedy już się rozgościliśmy.
- Tak, 2 razy naleśniki z dżemem i 2 razy ciepłą herbatę poprosimy- powiedziałam
Kobieta poszła na chwilę na zaplecze, aby złożyć nasze zamówienie.
-To gdzie dzisiaj planujemy iść ?- zapytał Beck.
-Myślałam coś nad wesołym miasteczkiem tu niedaleko nas, a potem może kino.- stwierdziłam, mając ochotę się dzisiaj wyszaleć.
-Wesołym miasteczkiem powiadasz? - powiedział mój przyjaciel poruszając zabawnie brwiami.
-Tak, a co w tym dziwnego, w końcu raz na jakiś czas trzeba się wyszaleć.
Z zaplecza wróciła kobieta i postawiła przed nami tacę z jedzeniem.
- No to szamiemy i spadamy się zabawić - mruknął Beck biorąc się za jedzenie.
Pośpiesznie zjedliśmy nasze porcje i popiliśmy to gorącą herbatą. Zaczęłam wyciągać portfel, ale przyjaciel mnie powstrzymał.
- Daj spokój, przecież i tak wiesz,że ja zapłacę. - powiedział, śmiejąc się pod nosem.
Schowałam spowrotem pieniądze.Chłopak w tym czasie zapłacił. Wyszliśmy z budynku ,dziękując wcześniej kobiecie za posiłek. Po drodze do wesołego miasteczka rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Szkoda, że nie ma tu Jade. Dziewczyna musiała zostać w domu i opiekować się młodszym kuzynem, którego zostawiła jej ciocia.
Doszliśmy na miejsce i stanęliśmy w kolejce na rollercoaster.
- Proszę proszę, kogo ja tu widzę? Już nie jesteś chora Lucy? Upss przepraszam przecież ty jesteś upośledzona umysłowo - powiedział ktoś za mną. Chwilę potem usłyszałam śmiech kilku osób. Obróciłam się powoli i zobaczyłam...
Wspaniały! Czekam na nexta :) Zapraszam też na mój blog: http://unpredictable-zayn-malik-fanfiction.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńDzięki, naprawdę wielkie dzięki za opinie ❤ next już napisany tylko czeka na wstawienie... Z chęcią zajrzę na twojego bloga ;-)
Usuń